Zaćmienie Słońca Węgry 1999

Po powrocie do kraju postanowiliśmy opisać nasze przeżycia związane z obserwowanym na Węgrzech Zaćmieniem z okolic miasta Szeged .
Prywatna ekspedycja członków Oddziału krakowskiego PTMA w składzie:

  • Iwona Kubies
  • Marcin Filipek
  • Piotr Czerski
  • Janusz Płeszka

Nasza Grupa obserwacyjna już pół roku wcześniej obrała po analizie pogodowej okolicę na Pn-Zach od Szeged
Za cel ekspedycji zaćmieniowej. Wydawało się że przygotowaliśmy się do zaćmienia znakomicie ale o mały włos pogoda nie popsuła nam całego widowiska pokazując że statystyczne 55% to trochę mało by mieć pewność obserwacji zjawiska zaćmienia.
Z dojazdem na miejsce i przekraczaniem granic nie było żadnych kłopotów, hasło zaćmienie praktycznie do formalności ograniczało odprawy celne a widok doładowanego po dach sprzętem opla combi chyba do reszty zniechęcał celników do jakiejkolwiek kontroli, notabene świadomie zaplanowaliśmy przekraczanie granic niewielkimi przejściami chcąc unikną korków i drobiazgowej czasochłonnej kontroli.
Dzień przed zjawiskiem rano jesteśmy wg mapy na miejscu przewidzianych obserwacji w środku pasa całkowitości, skręcamy w lokalną drogę w celu znalezienia spokojnego i dogodnego miejsca do obserwacji, wszędzie płasko jak okiem sięgnąć ale to w końcu nizina Węgierska więc wszystko w najlepszym porządku.
Kusząco wygląda polna piaszczysta droga wiodąca w bezkres pól. Mijamy jakieś spore pole namiotowe jak się później okazało obóz Węgierskich Miłośników Astronomii ale jedziemy dalej bo szukamy bardziej spokojnego miejsca, po kilkuset metrach spotykamy kogoś z miejscowych , Marcin próbuje zagadnąć po niemiecku ale bezskutecznie okazuje się że Laszlo studiował w Budapeszcie i zna nieźle angielski tak więc dogadaliśmy się bez większych problemów. Nasz gospodarz dał nam w posiadanie cała starą farmę przez którą za rok ma przebiegać autostrada, teren ogrodzony, płaski, bezpieczny, podejmujemy decyzję zostajemy.
Po rozbiciu obozu i wypakowaniu sprzętu jedziemy odwiedzić węgierskich obserwatorów stacjonujących tam już od tygodnia, cały czas mieli wspaniałą pogodę, niestety po węgiersku nie rozumiemy zbyt wiele więc po krótkiej wizycie wracamy do „naszej” Farmy.
Wieczorem jedziemy do Szeged na większe zakupy, poza paroma kiepskimi gadżetami nie widać by miasto przygotowało się do przejścia Księżycowego Cienia w środku dnia, żyje raczej normalnym rytmem .
Wracamy do obozu i przy zachodzie Słońca spostrzegamy pierwsze niepokojące symptomy nadciągającego frontu atmosferycznego z opadami, na zachodniej stronie widać piękne haczykowate Cirrusy ładnie podświetlone od spodu na pomarańczowo i różowo.
Przed północą podczas obserwacji nieba słychać pierwsze oznaki nadciągającej burzy ale nadal pogodnie.
Rano budzi nas ulewa szarpiąca namiotami, nie przestaje padać aż do 9h, niebo zasnute ciężkimi chmurami przechodzącymi w zachmurzenie warstwowe a na Pd-Zach widać przy horyzoncie pierwsze prześwity błękitu.
Skoro widzimy błękit tak nisko to oznacza że rozpogodzenie ma spore rozmiary i mamy szansę się w nim znaleźć. Szybka kalkulacja i ocena prędkości chmur powoduje podjęcie radykalnej decyzji, pakujemy się i pędzimy do czystego nieba bo chmury nie zdąża nas opuścić przed zaćmieniem. Bierzemy do auta tylko lekkie przenośne moduły i za kilkanaście minut uzbrojeni w dobrą mapę już pędzimy lokalnymi drogami raczej z małym poważaniem dla lokalnych ograniczeń i przejazdów kolejowych ku Słońcu. Mijamy zostawiając w tumanach kurzu kilkanaście ekip z całej Europy i kilka z polskimi numerami ulokowanych na poboczach aż wreszcie pół nieba jest już błękitne i chmury nadal nas opuszczają. Znów polna droga gdzieś za Pustomergesz gdzie miał dotrzeć jeszcze jeden kolega z Krakowa ale przed Budapesztem zdefektował mu Maluch i z lekkim sprzętem dotarł tylko nad Balaton. Rozkładamy w pośpiechu sprzęt na jedynym w okolicy stepowym parometrowym pagórku obok jakichś wykopalisk archeologicznych być może na prehistorycznym kurhanie. W gotowości stają solidne statywy ze sprzętem do obserwacji i fotografii. Marcin ustawia montaż z napędem, wszystko gotowe i czekamy na pierwszy kontakt. Jest!!! z prawej strony zaczyna Słoneczka ubywać.
Przygotowany sprzęt to aparaty Praktica i Pentacony Six oraz teleobiektyw Sonnar 300/4 , 120/2.8 przewidziany do multiekspozycji i fisch-eye30/3.5 format 6×6 cm oraz lustrzane Rubinar 500/5.6, MTO 11CA oraz teleskop Newtona „Kastor” 170/1200 na montażu paralaktycznym oraz Maksutow Cassegrain „Alamak” 150/1500 na solidnym drewnianym azymutalnym statywie oraz 2 Zeissowskie lornetki 7×50 do obserwacji korony. Słoneczka dalej ubywa ale na niebie dzieje się coś bardzo niepokojącego, chmury powoli zmieniają kierunek i zaczynają zbliżać się do nas pomimo trzydziestostopniowego zapasu jaki uznaliśmy za wystarczający.
Następna szybka decyzja zwijamy się i z teleskopami na kolanach bo nie ma czasu na chowanie do futerałów
Już wiem że z wielokrotnej ekspozycji nici bo nie ustawię dokładnie drugi raz obrazu w jednej linii.
Pędzimy dalej w szaleńczej pogoni za Słońcem, widocznie naruszyliśmy spokój duchów naszego wzniesienia „kurhanu” to był błąd. Mijamy zwalniając nieco w Kiskunhalas aby nie zatrzymała nas lokalna policja bo na taką stratę czasu nie możemy sobie pozwolić. Jedziemy a raczej przelatujemy nad dziurami i mostkami jakieś 60 km w polnym terenie, przez szyberdach widzimy już fazę 0.4 , chmury pozostają jakieś 30 stopni nad horyzontem a my coraz bardziej oddalamy się od Szeged wzdłuż pasa centralnego, znów wspaniała polna droga przed miejscowością Kecel, puste ściernisko, tym razem pobijamy rekord i sprzęt rozstawiony zostaje w kilka minut, dalsza rejestracja zjawiska od fazy 0.5. Na około pola uprawne, łąki, sady i winnice i nawet nie pomyśleliśmy że to puste ściernisko też musi być czyjeś. Na wschód daleki horyzont, na północy jakieś stare zabudowania ale dość daleko jakieś 200-300m, na południe droga z linią starych drzew przysłania widok do kilkunastu stopni, podobne drzewa na zachodzie ale spektakl rozgrywa się wysoko na niebie więc miejsce bardzo dobre. Z najbliższego domostwa jeszcze pod strzechą wychodzi starszy Pan pewnie właściciel pola ale staje obserwując nas uwijających się przy sprzęcie jakieś 100m od nas, machamy do niego zachęcając aby przyszedł ale po dwudziestu metrach staje i chyba boi się podejść bliżej i tak do fazy 0.95 gdy już wyraźnie się ściemniło patrzy z przerażeniem w niebo potem znów na nas jeszcze raz na niebo i w wielkiej panice puszcza się pędem na skróty prosto do chałupy tratując po drodze przydomowy ogródek, zamyka drzwi , zatrzaskuje okiennice i już go nie widzimy do końca zjawiska, czyżby nie wiedział nic o zaćmieniu i pomyślał że to może nasza nieczysta sprawka?
Od momentu rozbicia sprzętu czyli od fazy 0.5 widać już wyraźnie różnicę w oświetleniu terenu, światło jest jakby zimniejsze a my rzucamy coraz ostrzejsze cienie.
Na obiektywach błyszczą filtry słoneczne i co chwila cykają migawki, przy fazie około 0.7 na czysto granatowo błękitnym niebie gołym okiem zauważamy Wenus na lewo pod sierpem Słońca. Oświetlenie staje się coraz bardziej sine prawie surrealistyczne, trawa jest szaro błękitno fioletowa a zieleń drzew przybiera morski odcień błękitu, niebo zaś jakby szarzało stając się coraz bardziej fioletowe, jest wyraźnie chłodniej.
W fazie 0.8 do 0.9 milkną skowronki a jaskółki latają pół metra nad ziemią widocznie tam zebrały się owady.
Nadejście cienia zastaje nas w absolutnej ciszy ale tu wielki szok, nic nie widać w wizjerach aparatów.
Marcin krzyczy „nic nie widać” odpowiadam krzykiem „rób na czuja nie zdążyło uciec z kadru” sekundy konsternacji adrenalina rośnie, przecież nie zdjęliśmy filtrów, stracone 10 sek. z planu zdjęciowego, dalejże przelatuję zaplanowane czasy ekspozycji z ogniskową 2m dla pełnej rejestracji protuberancji i wewnętrznej korony. Protuberancje widoczne gołym okiem niby krwiste krople wokół czarnego kręgu Księżyca, na jasnych matówkach aparatów widok wprost oszałamiający, głęboka czerń okolona ognistym pierścieniem dziewięciu protuberancji.
Czas na obserwacje wizualne:
Gołym okiem widać 3-4 stopniową koronę ze wspaniałymi igłowatymi smugami gubiącymi się w tle czarno granatowo fioletowego nieba które przy horyzoncie rozjaśnia się wokół przybierając przejściowo barwy od sepii, ochry aż po pomarańcz przy samej ziemi, w lornetce 7×50 smugi koronalne wypełniają całe 7.5 stopniowe pole widzenia. Wspaniała olśniewająca Wenus, widoczny Regulus, Kastor, Pollux Capella, Procion, Aldebaran oraz górne gwiazdy z Oriona po zachodniej stronie. Jowisz i Saturn nie widoczne z powodu niskiego położenia i ochrowego rozjaśnienia nieba z dala od zenitu. Naszej uwagi umknął także Merkury którego nikt z nas nie zauważył. Powoli zachodni horyzont się rozjaśnia a żółcie, pomarańcze i ochry podnoszą się coraz wyżej, czyżby się kończyło? niemożliwe nie mogły przecież minąć aż dwie minuty a jednak minęły tak szybko jak by to było 30 lub 45 sekund podczas tego wspaniałego spektaklu czas upływał tak szybko jak na wspaniałym filmie i jego upływ wydawał nam się aż nadto relatywistyczny. Z powodu nie zdjęcia filtrów tracimy 10 s spektaklu, pozostaje jednak nadal pełne dwie minuty i 10 sekund które na pewno doskonale zapamiętamy do końca życia. Zdajemy sobie sprawę że jeszcze nie mamy zdjęć korony z ogniskową 500 i 1000mm ale cień kończy się nie ubłagalnie i zastaje mnie przy wymianie konwertera.
W panice obsługiwałem tylko aparat z negatywem zapominając o równolegle podpiętym aparacie z przeźroczem i wolnostojącym aparacie z ustawioną ponownie multiekspozycją, brakło w niej fazy całkowitej.
Marcin zdążył wykonać 3 przeźrocza korony i trzeciego kontaktu z ogniskową 600 mm(300/4+tele2x w formacie 6x6cm) .Potem już spokojnie zakładamy filtry i kończymy dokumentację malejących faz zsuwania się tarczy Srebrnego Globu z naszej Gwiazdy Dziennej.
W sumie wykonaliśmy kilkadziesiąt zdjęć faz częściowych oraz fazy całkowitej oraz Piotr Wykonał 2 ujęcia Rybim okiem 30/3.5 na slajdzie 6×6 cm podczas fazy całkowitej z czasami 5 i 15 sekund.
Najważniejsze że widzieliśmy całe zjawisko przy prawie doskonałej pogodzie a trzeba przyznać że miejsce i cisza były naszymi sprzymierzeńcami podczas obserwacji i przeżywania chyba najwspanialszego widowiska jakim na Ziemi może obdarzyć nas natura. Dwoje obserwatorów zwróciło uwagę że podczas trwania tej anomalnie krótkiej nocy Drogą za drzewami pędził na światłach lokalny pusty autobus jakby jego kierowca wiedziony atawistycznym instynktem próbował niemożliwego czyli ucieczki przed Księżycowym Cieniem.
Pogoda wytrzymała prawie do ostatniego kontaktu a potem nie wiadomo skąd szybko utworzyły się cienkie altocumulusy pokrywając na kilka minut całe niebo by po następnych kilku minutach rozpłynąć się bez śladu, dała o sobie widocznie znać wilgoć z porannej burzy.
Powoli i tym razem do futerałów pakujemy teleskopy i aparaty i lepszą drogą wracamy na farmę Laszlo, na miejscu hiobowa wieść tutaj nie było widać fazy całkowitej a fazy częściowe tylko w przerwach chmur.
Obiecujemy przysłać naszemu gospodarzowi komplet zdjęć co już zresztą zrobiliśmy.
Świadomi zastanego stanu rzeczy zadowoleni jesteśmy z podjęcia tych dwu karkołomnych i szybkich decyzji zmiany lokalizacji bo naprawdę było warto gnać na złamanie karku lokalnymi drogami i przy okazji takich emocji pozostają wspomnienia którymi warto się podzielić.
Spora grupa Słowaków i Amerykanów zatrzymała się w Campingu przy drodze nr 5 do Szeged gdzie nawet chcieliśmy się początkowo zatrzymać ale nie było już dobrych miejsc z widokiem na południe i dobrze że tam nie stanęliśmy bo oni też mieli niezłego totolotka z chmurami i sporo z tego widowiska stracili.
Na miejscu zaraz po fazie całkowitej rozdzwoniły się komórki od innych obserwatorów z zapytaniami o wrażenia i pogodę, z ich relacji wynikało jednak że nie mieli czystego nieba ani na zachodzie blisko Austrii ani nad Balatonem gdzie dotarła większość obserwatorów z Polski bo nad tym sporym zbiornikiem wody przy ochłodzeniu podczas zaćmienia skondensowała się para wodna tworząc niewielkie chmurki które skutecznie przeszkadzały w obserwacjach subtelności korony.
Chcąc podsumować należało by powiedzieć że zjawisko zaćmienia całkowitego przerosło nas swoim urokiem i nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy że tak pięknego widowiska może dostarczyć nam sama natura.
Nasuwa nam się tu kilka wniosków na przyszłość (Taaak!!! już złapaliśmy zaćmieniowego bakcyla) którymi pragniemy podzielić się z czytelnikami:

1-Dobre i odpowiednio wczesne planowanie miejsca obserwacji obejmujące prognozę pogodową i dokładna znajomość terenu, dokładna mapa, unikajmy miejsc mokrych i zbiorników wodnych bo obejrzymy chmurki i obłoczki pary skraplającej się po ochłodzeniu zamiast zaćmienia.

2-wczesne przybycie na miejsce zjawiska i znalezienie naprawdę dobrego i bezpiecznego miejsca do prowadzenia niezakłóconych obserwacji

3-Używanie sprawdzonego i w pełni przenośnego sprzęty szybko instalowanego w terenie na solidnych sztywnych statywach umożliwiających wykonanie nie poruszonych zdjęć bezpośrednio z migawki aparatu. (na metodę kapeluszową nie ma wtedy czasu a nie sprawdzona konfiguracja obiektyw-konwerter może dobrze nie współpracować lub dawać dokuczliwe odblaski!)

4-Odpowiednio wczesne zaopatrzenie się w dobrej klasy zawczasu przetestowane filtry Słoneczne (trzeba koniecznie wykonać przez nie próbne zdjęcia przed zaćmieniem i obejrzeć wyniki)

5-Wyjazd niewielką zgraną w pełni mobilną grupą obserwacyjną gotową do podjęcia szybkich radykalnych decyzji w terenie.

6-Dobre zaplanowanie programu zdjęciowego i obserwacyjnego i przećwiczenie zawczasu czasowania poszczególnych serii zdjęć i obserwacji z uwzględnieniem rezerwy czasowej na zawsze możliwą awarię (pamiętajmy że na zmianę rolki filmu nie będzie wtedy czasu a jeśli nawet zmienimy w pośpiechu tracąc cenną minutę może okazać się że film szybko zwijany zaświetlił się wyładowaniami elektrostatycznymi a nowy szybko zakładany nie wciągnął się i będziemy mieli wszystkie ujęcia na pierwszej klatce czyli nie będziemy mieli nic)

7-Posiadanie pod ręką zapasowych części takich jak wężyk z blokadą czy śruba statywowa które łatwo się gubią szczególnie w transporcie czy przy rozkładaniu w pośpiechu sprzętu na trawie

8-Wyłączenie komórek szczególnie podczas fazy całkowitej bo inni obserwatorzy mogą być dalej na zachód już po 3 kontakcie i niecierpliwie wydzwaniać do nas jak udało się zaćmienie pomimo że my jesteśmy w samym środku trwania fazy całkowitej zjawiska.
Te kilka spostrzeżeń myślę że pozwoli nam w przyszłości uniknąć popełnionych błędów i lepiej przygotować się na następne zaćmienie.

Miłośnik Astronomii

Janusz Płeszka

Dodaj komentarz